Nie ma, że się nie da.

Martyna i Michał. Nie zapomnę Was do końca życia. Po pierwsze dlatego, że jesteście wspaniałymi ludźmi ale też trochę z powodu tej ślubnej historii. A było to tak.
W dzień ślubu jadąc na motorze do Martyny, Michał miał wypadek. Połamana noga, ból i łzy chciały popsuć im plany na ślub ale oni się nie dali! Ślub odbył się. Co prawda w szpitalu na łóżku ale jednak!
Jakiś czas później (parę miesięcy) pojechaliśmy na sesję nad morze. Miała być piękna kameralna plaża i zachód słońca. Zachód okazał się być po stronie budynków a nie nad morzem, a na plaży milion osób włącznie z całym stadem par ślubnych 😃. No cóż. Szczerze nie wiedziałem co z tym zrobić ale po jakimś czasie poprosiłem żebyśmy poczekali. Niech sobie oni wszyscy pójdą. Tak też się stało. Słońce zaszło a na plaży zostaliśmy sami. Pojawiły się światełka z portu, rozstawiliśmy swoje lampki a Michała bolącą noga nie pozwalała na chodzenie ani też na dobre stanie. Zrobiliśmy więc plener na leżąco! O!
Nie ma, że się nie da!
Martyna, Michał – uwielbiam Was i pozdrówka dla Waszej rodzinki!